(7) O konstytucji i referendum – podsumowanie

Nie będą to żadne prawdy objawione prawnika-konstytucjonalisty tylko zdanie przedsiębiorcy, osoby myślącej zdroworozsądkowo, o zapatrywaniach wolnościowych. Jestem jednym z wielu rodaków, którzy w sposób swobodny, zgodny ze sprawiedliwymi i prostymi zasadami chcą „dążyć do szczęścia” i konstytucja musi im w tym pomagać a na pewno nie przeszkadzać.

Zwrot „dążyć do szczęścia” zaczerpnąłem z „Deklaracji niepodległości Stanów Zjednoczonych”, który to dokument został ogłoszony 4 lipca 1776 r. w Filadelfii przez Thomasa Jeffersona, Johna Adamsa i Benjamina Franklina. Było to pierwsze oficjalne oświadczenie na temat czym powinien być rząd. Deklaracja nie była tylko przesłaniem do Wielkiej Brytanii, miała i ma nadal charakter uniwersalny.

Dodam jeszcze, że mieściła się na jednej kartce i nie była poddana referendum ani innej publicznej debacie. Polecam Deklarację jako odniesienie do wszelkich dyskusji konstytucyjnych.

Tyle tytułem wstępu, a teraz do meritum, które ujmę w trzech punktach – pytaniach:

  1. Czy konstytucja jest potrzebna?
  2. Czy referendum konstytucyjne jest potrzebne?
  3. Jak powinno być zorganizowane i jakie pytania zawierać?
  1. Czy konstytucja jest potrzebna?
    Tak, konstytucja jest potrzebna ponieważ:
  • Ma zabezpieczyć obywatela przed samowolą rządzących poprzez zagwarantowanie trójpodziału władzy – na władzę ustawodawczą, wykonawczą i sądową – i ustanawiać jako fundament prawa, a zatem kardynalne zasady nie podlegające głosowaniu: prawo do życia, własności i wolności. Wolność należy rozumieć jako przynależną każdemu wolną wolę w podejmowaniu decyzji, a co zatem idzie również ponoszenie za nie odpowiedzialności. Prawo w „dążeniu do szczęścia[1]” zawiera się w prawie do wolności.
  • Ma umożliwić sprawne funkcjonowanie państwa, czyli zapewniać takie relacje pomiędzy trzema władzami, aby nie dochodziło do paraliżu decyzyjnego. Paraliż może polegać na pojawieniu się sytuacji gdzie nikt nie może podjąć decyzji lub wprost przeciwnie, decyzje mogą podjąć dwa niezależne ośrodki władzy (z reguły to skutkuje również brakiem decyzji).
  • Zapewnić minimum obecności państwa – obywatele taniej i racjonalniej dbają o swoje potrzeby – a tam gdzie ma być obecne musi być silne. Tę cechę określa się mianem subsydiarności, czyli zasadą podejmowania decyzji na najniższym z możliwych dla danej decyzji poziomie społecznym.
  • Nie dopuszczać do deficytu budżetu państwa. Władza nie może zadłużać kraju, nie dysponuje własnymi pieniędzmi. Długi zaciągane przez rządzących obciążają obywateli – obecne i następne pokolenia.

2. Czy referendum konstytucyjne jest potrzebne?
Raczej tak.

Nie jestem demokratą i nie wierzę w mądrość zbiorową – dlatego napisałem „raczej”. Niestety żyjemy w takich czasach, że nie widać autorytetów, które by powiedziały jak ma być. Gdyby nawet się takowe pojawiły, to prawdopodobnie nie miałyby możliwości wprowadzenia stosownych zmian. Stąd potrzeba konsultacji w trakcie których będzie szansa na ścieranie się różnych koncepcji, które zapewne po „odpowiednich” szlifach zostaną przegłosowane.

Referendum jest ostatnim etapem w uzgadnianiu wersji konstytucji. Najważniejsze są projekty i ich skutki prawne i ustrojowe, które powinny być przedstawione opinii publicznej przez różne podmioty. Szczególnie ważne jest aby w przestrzeni publicznej zaistniały projekty nie związane z  obecnymi ośrodkami władzy i politykami.

3. Jak powinno być zorganizowane i jakie pytania zawierać?

Według mnie i wszelkiej logiki w referendum należy wybrać jeden z co najmniej dwóch wariantów konstytucji. Nie może być tak, że obywatele otrzymują do głosowania jeden projekt konstytucji będący wynikiem jakiś uzgodnień między ekspertami o niewiadomych zapatrywaniach. Przykładowo przedłożone zostają projekty autorstwa:

  • Stanisława Michalkiewicza i środowisk wolnościowych
  • środowisk związanych z ośrodkiem prezydenckim
  • różnych środowisk prawniczych (Ordo Iuris, Iustitia, …)
  • środowisk akademickich
  • grupy obywateli, fundacje, …

Projekty będą się różnić co do określenia sposobu sprawowania władzy: system parlamentarno – gabinetowy, prezydencki, czy jakiś inny, sposobu wyboru przedstawicieli: proporcjonalny, większościowy, czy innymi szczegółami.

Natomiast uważam, że to o czym pisałem w punkcie 1.  o „potrzebie konstytucji”, musi znaleźć się w każdym projekcie, ponieważ są to zasady KARDYNALNE.

Pytania referendalne powinny proste, na przykład:

  1. Czy jesteś za konstytucją przedstawioną przez XYZ i rozumiesz jakie skutki prawne i ustrojowe przyniesie jej wprowadzenie?
  2. Czy jesteś za konstytucją przedstawioną przez ABC i rozumiesz jakie skutki prawne i ustrojowe przyniesie jej wprowadzenie?
  3. Nie jestem za żadnym z przedstawionych wariantów.

Kto ma być odpowiedzialny za kampanię referendalną i referendum?

Pomysł wyszedł od Prezydenta i to on powinien wziąć odpowiedzialność organizacyjną i merytoryczną (debaty dostępne w wydzielonym programie TV i Internecie).

Wnioski z dyskusji fachowców muszą być proste i jasne dla przysłowiowego „Kowalskiego”. Inaczej całe referendum można sobie darować. Mówienie, że się tego nie da zrobić jest zwyczajnym oszustwem  i świadczy o złej woli i matactwie. Proszę zapoznać się ze szwajcarskim sposobem przeprowadzania referendum.

I na koniec przypominam jak było w 1997. Odbyło się wówczas referendum konstytucyjne, które zatwierdziło Konstytucję przedstawioną przez Zgromadzanie Narodowe. Środowiska prawników powiązane z różnymi ugrupowaniami politycznymi, przedstawiciele partii politycznych i tzw. „autorytety moralne”  wytworzyły kompromisowy zapis (czyli zgniłka), który został przegłosowany przez obie izby parlamentu jako projekt Konstytucji do zatwierdzenia.

Frekwencja podczas referendum wyniosła poniżej 50%, ale zgodnie z Ustawą Konstytucyjną z dnia 23 kwietnia 1992 r. o trybie przygotowania i uchwalenia Konstytucji Rzeczypospolitej Polskiej, nie miało to znaczenia bowiem nie ustalono progu frekwencyjnego.

Co prawda Ustawa o referendum z 29 czerwca 1995 r. w art. 9, ust. 1 stanowiła, iż referendum w sprawie istotnej dla państwa jest wiążące, gdy bierze w nim udział więcej niż połowa uprawnionych do głosowania, ale jak widać uchwalenie konstytucji nie mieściło się w kategorii „sprawy istotnej dla państwa”.

Jeżeli sposób tworzenia nowej konstytucji, dyskusja nad projektami i zapowiadane referendum ma wyglądać podobnie do poprzedniego, to niczego pozytywnego nie można się spodziewać.

 

[1] Pojęcie szczęścia jest bardzo szerokie – dla jednych to usiąść po pracy z piwkiem i patrzeć przed siebie, dla innych to zgłębiać zagadkę bytu, dla innych zarabiać duże pieniądze. Drobna uwaga – proszę nie mylić umożliwiania dążenia do szczęścia z zapewnianiem szczęścia.

(6) Państwo solidarne

Zamieszczam tekst blogera damascen  w którym przedstawił różne modele państwa. Uważam, że warto zapoznać się z takimi przemyśleniami.

I. Wśród powojennych modeli tzw. państwa demokratycznego dominowały:
– państwo paternalistyczne (PP) o demokracji reglamentowanej (tzw. demoludy)
– państwo opiekuńcze (PO) o demokracji przedstawicielskiej (Europa)
– państwo liberalne (PL) o demokracji spolaryzowanej (USA).
Modele te opierały się na założeniu powszechności dobrobytu, deklarowanym nieopresjonowaniu jakiejkolwiek grupy obywateli i w miarę równych prawach dla wszystkich; ich wykładnią sprawczą były (i są) partie polityczne.
Pierwotne różnice między PP, PO i PL – takie jak rządy w zasadzie autorytarne (PP) czy w różnym stopniu niwelujące różnice społeczne – uległy, wraz z wprowadzanymi wolnościami obywatelskimi, zadziwiającemu zatarciu, które sprowadziło się do następującego stanu:
rządzą elity polityczne, które wiedzą lepiej (jak w platońskiej koncepcji państwa!), co potrzeba obywatelowi – ma on jedynie co jakiś czas okazję przeprowadzić ich „wymianę”, choć i po niej obowiązany jest do posłuszeństwa w wypełnianiu nakazów władzy (u nas np. dot. to karykatury referendalnej).

Ponieważ jednak wszelkie wspomniane mimochodem „wolności obywatelskie” podlegają de facto państwowemu (co jest ukrytym eufemizmem, gdyż w zasadzie partyjnemu) monopolowi przemocy (widzimy to np. w skutecznym nacisku rządu niemieckiego na media – bądź takiemu też, bezpośrednio na obywateli, w Szwecji) stan ten wywołuje frustracje tych milionów osób, które w swej większości nie są członkami różnych uprzywilejowanych lobbies (prawnicy, lekarze – ale też np. górnicy) – nie mówiąc już o grupach wpływu politycznego czy ekonomicznego  (powiela się to w samorządach).

Sytuację – w skali całej cywilizacji zachodniej – określić można zatem Demokracją Pozorną (DP), w której to ogromne masy ludzkie pozbawione są realnego wpływu na swój los zbiorowy. Czy można w tych okolicznościach zaproponować nowatorski model państwa?
Jak mówi popularna anegdota – proponować można, władza rozpatrzy i zdecyduje…

II. Stąd jednak tylko krok do Państwa Solidarnego (PS) – bo o taki model tu chodzi; kto bowiem sprawuje władzę w DP? Władzę sprawuje zapis konstytucyjny o kadencyjności! W czasie kadencji piastujący ją z wyboru pomazańcy są na swoistym dożywociu – i to jest pierwszy element do wymiany – wprowadzenie instytucji odwołania w ramach pośredniego systemu wyborczego (wielostopniowego); system taki pozwoliłby uniknąć powtarzającej się permanentnie sytuacji, w której partie polityczne nie stawiają sobie pytania, czy ich program jest rozsądny, lecz czy jest atrakcyjny przedwyborczo – i oznaczałby koniec partyjniactwa. Kolejne, to przywrócenie (patrz choćby demokracja ateńska):
– bezwzględnego władztwa referendum
– kontroli społecznej (np. ławnicy sądowi)
a także wprowadzenie:
– zakazu łączenia funkcji (np. poseł-minister)
– antykastowości (np. wymagalna niezgoda – a nie zgoda – na operację medyczną)
– odpowiedzialności osobistej osób publicznych (w tym urzędników i pracowników mediów)
– emerytury socjalnej jako jedynej w systemie państwowym (patrz odpowiedzialność osobista)
– likwidacji ubezpieczeń społecznych z jednoczesnym wprowadzeniem „zdrowotnego konta osobistego” (jak słynne sto milionów Wałęsy) dla każdego narodzonego obywatela.

Zapewne lista powyższa nie wyczerpuje potrzeb (choć nie należy jej rozdymać), konstruuje jednak naczelną zasadę PS: maksimum odpowiedzialności osobistej przy zapewnieniu minimum solidarności społecznej (to minimum widzimy często przy rozmaitych zbiórkach ad hoc) – ale solidarności bezwzględnej. Nikt nie może być pozostawiony w potrzebie, ale też nikt nie może przestać liczyć na siebie (w ostateczności otrzyma podstawowe wsparcie). Zasada ta musi być jednocześnie bezwyjątkowa, tj. dotyczyć każdego (wyklucza zatem nepotyzm, kolesiostwo, kastowość).

III. Aby osiągnąć te założenia należy oczywiście zmienić literę prawa; zanim dojdziemy do narzucającego się hasła: Nowa Konstytucja – kilka słów o dotychczasowych praktykach w tym względzie. Pisanie konstytucji odbywało się w historii albo doraźnie (francuska, polskie nowele z 1989 r.) albo etapowo (poprawki amerykańskie), ale zawsze w określonych warunkach społ.-politycznych.
Tymczasem chodzi nam o tekst… ponadczasowy (nie bójmy się tego określenia), wyznaczający zakres norm ogólnych: taki znajduje np. odzwierciedlenie w tzw. prawie naturalnym. Pomysł ten odrzuca posługiwanie się Literą Prawa, tym źródłem interesów grupowych („ustawowego bezprawia”).
Zapis opierać się powinien na prymacie etyki nad „wykładnią”, czego przykładem jest choćby lista Uczynków Miłosierdzia – trudno (i byłoby to zbędne) je „oparagrafować”, gdyż stanowią jedynie wskazówkę dla czynów.
Zatem Nowa Konstytucja winna właśnie być taką wskazówką – a nie „nadzbiorem” zakazów/nakazów i norm stricte prawnych: kodeksy i prawa szczegółowe musiałyby za to uwzględniać jej przesłanie (oczywista w tej sytuacji stałaby się rola Trybunału Konstytucyjnego).

IV. Model państwa solidarnego jest w tym zamyśle modelem redukującym: nadwładzę partii i niektórych grup społecznych (i ich emanacji prawnych) ale także rozbuchaną administrację dobrami materialnymi i uprawnieniami; model ten jednocześnie uprzedmiotawia kontrolę społeczną i nie ogranicza wolności osobistej, w tym prawa do minimum egzystencji.

Uczynienie z dyskusji nad nową konstytucją – dyskusji nad Modelem Państwa (np. proponowanym tu modelem PS) będzie wskaźnikiem intencji obecnych władz.

 

(5) Po co jest konstytucja?

Konstytucja według mnie jest wyrazem braku zaufania rządzonych do rządzących a co za tym idzie głównym jej celem powinno być zabezpieczenie obywateli przed samowolą władzy. Jest jeden problem – jak to zrobić skoro władza ma taką przyrodzoną własność, że jest zaborcza i lubi rozszerzać swoje panowanie. Rozwiązanie polegające na trójpodziale władzy zaproponował  Karol Ludwik de Montesquieu wykorzystując wyżej wymienione cechy.

Krótko mówiąc, jeżeli władza ustawodawcza będzie się ścierać z wykonawczą i do tego napuści się na nie władzę sądowniczą, to jest duża szansa, że część energii poświęcą na ucieranie się między sobą i obywatel choć trochę uchowa się przed ich samowolą.

Skoro mamy trzy władze to należy ustalić jak mają się kształtować ich wzajemne relacje, by nie dochodziło do paraliżu decyzyjnego. Nie jest dopuszczalna sytuacja w której nikt nie może podjąć jakiejś decyzji lub wprost przeciwnie – kiedy wszyscy mają taką możliwość skutkiem czego decyzja też nie jest podejmowana.

Kolejnym zadaniem konstytucji jest określenie ustroju politycznego, czyli jak ma być sprawowana władza. Zakładamy (póki co) że ustrój będzie republikański, czyli że podmiotem ustalającym własne kompetencje będzie Naród. Ładnie się pisze Naród tylko jest kilka problemów – naród nigdzie się nie zbierze by o czymś zadecydować, jak również naród nie mówi jednym głosem – jedni mówią to, drudzy tamto, a trzeci całkiem co innego, a do tego nie wszyscy wiedzą o czym mówią.

Rozwiązaniem jest wyłonienie przez Naród reprezentacji, która w jego imieniu będzie sprawować rządy. Konstytucja z 1997 roku postanowiła, że sposobem wyłonienia reprezentacji będą wybory do Sejmu według zasady proporcjonalności. Jednocześnie ustalono, że system sprawowania władzy będzie parlamentarno – gabinetowy, czyli kto kontroluje Sejm ten w zasadzie ma wpływ na całe państwo.

Zasada proporcjonalności wymusza okręgi wielomandatowe co sprawia, że musi się pojawić metoda przeliczenia głosów na mandaty. Przy systemie parlamentarno – gabinetowym czysta zasada wyboru proporcjonalnego by się nie sprawdziła (rozdrobnienie) więc wprowadzono dwie modyfikacje – klauzulę zaporową (5% głosów w skali kraju) i system d’Hondta (matematyczna formuła preferująca silne ugrupowania kosztem słabszych).

Dlaczego tak zrobiono? Bo system parlamentarno – gabinetowy musi mieć trwałą koalicję żeby rządzić a bez w/w modyfikacji nie byłoby to możliwe, trudno byłoby uzyskać stabilną większość. W wyniku takich zabiegów mamy dwa skutki:
– Sejm pomimo stosowania w wyborach zasady proporcjonalności nie jest reprezentatywny, wygląda że władzę sprawuje grono uzurpatorów a nie przedstawiciele suwerena.
– nie ma minimum frekwencyjnego więc w zasadzie obecność na głosowaniu samych kandydatów i ich rodzin wystarczy aby wybory były ważne.

Problem da się rozwiązać zostawiając proporcjonalny system głosowania bez żadnych dodatkowych klauzul i systemów liczenia (okręgi wielomandatowe) i przyjąć system prezydencki w którym władza wykonawcza spoczywa w rękach prezydenta – przecież obecnie ma on już najsilniejszy mandat pochodzący z bezpośrednich wyborów. Zapewni to reprezentatywność Sejmu i stabilność rządu.

Co trzeba zapisać w konstytucji oprócz spraw ustrojowych? Poniższe wydają mi się konieczne:

  • jasny podział kompetencji, czyli zakaz sprawowania jednocześnie funkcji posła i członka władz (o sądownictwie nie wspomnę),

  • zakaz uchwalania budżetu z deficytem pod groźbą odpowiedzialności karnej jak za kradzież zuchwałą

  • zakaz koncesjonowania działalności gospodarczej, czyli:
    „nikt nie może wbrew stronom podważyć umowy, ani zmienić jej treści, chyba, że stanowi ona czyn zabroniony pod groźbą kary, wynika z takiego czynu, albo ma go na celu oraz – że ustanawianie monopoli jest zakazane”.

Zagadnienia bardziej szczegółowe powinny być regulowane ustawami.

Ps.
Korzystałem z pomysłów przedstawianych przez Stanisława Michalkiewicza.

(4) Co ma być przedmiotem referendum konstytucyjnego?

W 1997 odbyło się referendum konstytucyjne, które zatwierdziło Konstytucję przedstawioną przez Zgromadzanie Narodowe. Środowiska prawników powiązane z różnymi ugrupowaniami politycznymi, przedstawiciele partii politycznych i tzw. autorytety moralne wytworzyły kompromisowy zapis, który został przegłosowany przez obie izby parlamentu jako projekt Konstytucji do zatwierdzenia.

Frekwencja podczas referendum wyniosła poniżej 50%, ale zgodnie z Ustawą Konstytucyjną z dnia 23 kwietnia 1992 r. o trybie przygotowania i uchwalenia Konstytucji Rzeczypospolitej Polskiej nie miało to znaczenia, mogłoby pójść na przykład 10 000 osób i referendum byłoby ważne.

Co prawda Ustawa o referendum z 29 czerwca 1995 r. w art. 9, ust. 1 stanowiła, iż referendum w sprawie istotnej dla państwa jest wiążące, gdy bierze w nim udział więcej niż połowa uprawnionych do głosowania, ale jak widać konstytucja nie łapie się na kategorię „sprawy istotnej dla państwa”.

Jeżeli sposób tworzenia nowej konstytucji i zapowiadane referendum ma podobnie wyglądać do poprzedniego, to ja stanowczo protestuję (na pewno wszyscy się tym przejmą i nie będą mogli spać).

Jak sobie wyobrażam tworzenie nowej konstytucji i jej zatwierdzenie?

Uważam, że należałoby zacząć od dyskusji jaki system władzy ma obowiązywać – obecny parlamentarno-gabinetowy czy prezydencki, czy jeszcze jakiś inny. Można oczywiście pominąć tę dyskusję i przyjąć projekt konstytucji, który od razu by narzucił konkretne rozwiązanie.

W zasadzie, aby można było mówić o świadomym wyborze, powinny być przedstawione do rozważenia co najmniej dwa projekty wraz z odpowiednim komentarzem pokazującym konsekwencje związane z przyjęciem każdego z nich.

Wcześniej powinno się podjąć ważną decyzję  – kto ma wziąć udział w takiej dyskusji i na jakich warunkach? Na to pytanie powinien dać odpowiedź ten organ, który występuje z wnioskiem o nową konstytucję. Jeżeli nad projektem mają pracować wyłącznie obecnie zasiadające w Sejmie partie i ich doradcy, to nie ma możliwości aby powstało coś bardziej sensownego niż mamy obecnie.

Właśnie zauważyłem, że piszę językiem „demokraty” którym nie jestem. Użyłem zwrotów jak:

  • należałoby zacząć od dyskusji …
  • aby można było mówić o świadomym wyborze …
  • powinny być przedstawione do rozważenia …

Jestem zwolennikiem poglądu Kisiela, że trzeba wziąć za mordę i wprowadzić liberalizm (w sensie konserwatywnym). Niestety nie ma (lub ja nie widzę) w przestrzeni publicznej grupy osób, która by posiadała charyzmę, autorytet, zasady i wiedzę, i spisała prawa w oparciu o które działałoby państwo.

Może stąd to odwołanie do „mądrości zbiorowej”.

Jeszcze taka uwaga – twierdzenia że stworzenie konstytucji jest poważnym problemem, ponieważ materia której dotyczy jest strasznie skomplikowana, jest bzdurą. Konstytucja Stanów Zjednoczonych została napisana przez kilku facetów którzy nie wzięli zasad z powietrza tylko oparli się na klasycznych (greckich i rzymskich) wzorcach organizacji państwa. Problemem jest to, że tzw. elity nie chcą przyjąć prostych, jasnych i uczciwych rozwiązań, bo obecnie państwo jest świetnym miejscem do żerowania na narodzie.

 

(3) Konstytucja – czego unikać w nowym zapisie i jakie wartości chronić

Obecna konstytucja z 1997 roku to efekt zgniłego kompromisu uzyskanego przez tzw. „Bandę czworga”, czyli ugrupowania lewicowe jak UNIA PRACY,  farbowane nomenklaturowe lisy z SLD, PEESELOWCY którzy mają ciężką dolę chłopa w sercu, no i lyberałów spod znaku UNII WOLNOŚCI dowodzonych przez byłego towarzysza Balcerowicza z socjaldemokratami Kuroniem i Gieremkiem u boku.

Ze zgniłego kompromisu musi powstać zgniłek. Wymienię tylko kilka przykładów.

Art.2.
Rzeczpospolita Polska jest demokratycznym państwem prawnym,  urzeczywistniającym zasady sprawiedliwości społecznej.

W państwie demokratycznym rekrutacja do władz następuje na podstawie powszechnego głosowania oraz kwestie sporne rozstrzyga się przyznając rację arytmetycznej większości.

W państwie prawnym respektuje się prawa, które wywodzą się z praw naturalnych, które mają gdzieś to co sądzi o nich arytmetyczna większość.

Sprawiedliwość społeczna nie została zdefiniowana ale musi być czymś innym niż  sprawiedliwość skoro dodano do niej przymiotnik społeczna.

Stara rzymska definicja sprawiedliwości sformułowana przez Domicjusza Ulpiana głosi:

„Justitia est firma et perpetua voluntas suum cuique tribuendi”
„Sprawiedliwość jest to niezłomna i stała wola oddawania każdemu, co mu się należy”,

a co rozwinął w trzech prostych zasadach:

honeste vivere, alterum non laedere, suum cuique tribuere
uczciwie żyć, drugiego nie krzywdzić, każdemu należne oddawać.

Jak widać sprawiedliwość społeczna jest po prostu jakąś formą niesprawiedliwości. To jak z różnicą pomiędzy krzesłem elektrycznym i krzesłem.

Jak widzimy Art.2. jest zestawem sprzeczności, bo państwo prawne u swoich podstaw nie może być demokratyczne i do tego urzeczywistniać niesprawiedliwość.

Art.20.
Społeczna gospodarka rynkowa oparta na wolności działalności gospodarczej, własności prywatnej oraz solidarności, dialogu i współpracy partnerów społecznych stanowi podstawę ustroju gospodarczego Rzeczypospolitej Polskiej.

Zaczyna się już źle – mamy zamiast zwyczajnej gospodarki rynkowej społeczną gospodarkę rynkową. Stąd wynika mętność tego artykułu, jak bowiem może wyglądać „wolność działalności gospodarczej” przysługująca prywatnemu przedsiębiorcy, skoro jest on zmuszony do prowadzenia „dialogu” z tajemniczymi „partnerami społecznymi”, którzy mogą domagać się od niego „solidarności”?

Wygląda że „partnerzy społeczni” na podstawie art. 20 są uprawnieni do wiecowania nad decyzjami podmiotu rzekomo korzystającego z „wolności gospodarczej” lub nad decyzjami właściciela odnoszącymi się do przedmiotu własności, a to sprawia, że zarówno wolność, jak i własność są iluzoryczne.

Pojęcie własności jest klasycznie zdefiniowane jako:
pełne władztwo nad rzeczą, które przysługuje właścicielowi z wyłączeniem innych osób.
Jeżeli właściciel musi uzgadniać w „dialogu” z tajemniczymi „partnerami społecznymi” swoje decyzje co do przedmiotu własności to o pełnym władztwie nad rzeczą nie ma co mówić.

Zapisy art.20. są płynne, niejasne, niedookreślone. Użycie ich świadczy że pod pojęciem własności prywatnej konstytucja rozumie coś  innego oraz że próbowano na siłę wstawić w ten artykuł pojęcia z dwóch różnych porządków.

Art.21.
1. Rzeczpospolita Polska chroni własność i prawo dziedziczenia.
2. Wywłaszczenie jest dopuszczalne jedynie wówczas, gdy jest dokonywane na cele publiczne i za słusznym odszkodowaniem.

Dlaczego nie zapisano, że konstytucja gwarantuje własność? Jest to mocniejsze stwierdzenie niż ochrona, która nie konieczne musi być skuteczna i której granice nie zostały sprecyzowane.

Ust. 2.  oznacza, że to władza wykonawcza może decydować o wywłaszczeniu i o „słuszności odszkodowania”. Ten zapis sankcjonuje sytuację, że jest się sędzią we własnej sprawie.

Na tym zakończę ten tekst. Mam nadzieję, że przyszła konstytucja nie będzie zawierała takich zapisów jak wyżej przytoczone.  Ze sprzeczności i niejasności w dokumencie prawnym regulującym działanie państwa nic dobrego nie może wynikać i nie wynika.

ps.
Jeśli można to proszę przytoczyć inne zapisy obecnej konstytucji z którymi się nie zgadzacie (z uzasadnieniem).

(2) Preambuła – jakie ma znaczenie dla części normatywnej konstytucji? Czy jest potrzebna?

W poprzednim tekście dużo miejsca zabrały komentarze związane z preambułą a w zasadzie z ustaleniem źródła prawa jakie ma być zapisane w konstytucji.

Nie mam wykształcenia prawniczego więc moje opinie będą mało profesjonalne. Może któryś z blogerów ma takowe to proszę się ujawnić  🙂  . Może dołączy do nas osoba która na konstytucji zjadła zęby?

Pomimo tego proponuję  zastanowić się nad tytułowym pytaniem, a szczegółowo nad:

  1. Czy z treści preambuły można wyprowadzić konkretne normy prawne?
  2. Czy rolą preambuły jest tylko dostarczenie wskazówek interpretacyjnych części normatywnej konstytucji (określenie ducha konstytucji)?
  3. Czy preambuła ma zakreślać ramy i normy które są zapisane w artykułach?

W menu DOKUMENTY są przykładowe preambuły – obecna, węgierska i IIRP.

 

 

(1) Zaczynamy.

Proponuję na początku zastanowić się po co państwa wprowadzają konstytucję.

A może zacząć jeszcze bardziej od pieca?

Na początek ustalmy parę definicji abyśmy rozmawiając wiedzieli o czym mówimy. Chodzi o to żeby uzgodnić wspólną bazę pojęciową.

Proponuję na początek zdefiniować:

  1. naród
  2. państwo
  3. władza
  4. ustrój
  5. prawo naturalne

Jak to zrobimy wówczas można wspólnie zastanowić się nad resztą.

Przytoczę definicje które uważam za dobre i prawdziwe, ale trochę potem. Nie chcę nic sugerować więc czekam na komentarze.

///////////////////////////

Podsumowanie

Naród
wspólnota ludzi dzieląca w sposób trwały miejsce zamieszkiwania, język, obyczaj, krew, wiarę i kulturę, które są wartościami budującymi tożsamość poprzez dzieje. Naród jest zorganizowany politycznie to znaczy potrafi wyłonić elity które działają państwowotwórczo i w interesie narodu.

Państwo
Terytorium, ludność, władza która sprawuję rządy w imieniu ludności i dla jej dobra (definicja pozytywna)

Władza
Aparat przymusu na który ludność godzi się w celu zrealizowaniu spraw które sama nie jest w stanie rozwiązać.

Ustrój
Sposób sprawowania władzy
– monarchia – król jest suwerenem
– republika – naród jest suwerenem (różne sposoby wyłaniania i sprawowania władzy)

Prawa naturalne (Boskie)
Prawa przynależne człowiekowi wynikające z jego natury
– do życia
– do wolności (wolna wola)
– do własności

reszta praw wynika z tych podstawowych które nie mogą być głosowane