(5) Po co jest konstytucja?

Konstytucja według mnie jest wyrazem braku zaufania rządzonych do rządzących a co za tym idzie głównym jej celem powinno być zabezpieczenie obywateli przed samowolą władzy. Jest jeden problem – jak to zrobić skoro władza ma taką przyrodzoną własność, że jest zaborcza i lubi rozszerzać swoje panowanie. Rozwiązanie polegające na trójpodziale władzy zaproponował  Karol Ludwik de Montesquieu wykorzystując wyżej wymienione cechy.

Krótko mówiąc, jeżeli władza ustawodawcza będzie się ścierać z wykonawczą i do tego napuści się na nie władzę sądowniczą, to jest duża szansa, że część energii poświęcą na ucieranie się między sobą i obywatel choć trochę uchowa się przed ich samowolą.

Skoro mamy trzy władze to należy ustalić jak mają się kształtować ich wzajemne relacje, by nie dochodziło do paraliżu decyzyjnego. Nie jest dopuszczalna sytuacja w której nikt nie może podjąć jakiejś decyzji lub wprost przeciwnie – kiedy wszyscy mają taką możliwość skutkiem czego decyzja też nie jest podejmowana.

Kolejnym zadaniem konstytucji jest określenie ustroju politycznego, czyli jak ma być sprawowana władza. Zakładamy (póki co) że ustrój będzie republikański, czyli że podmiotem ustalającym własne kompetencje będzie Naród. Ładnie się pisze Naród tylko jest kilka problemów – naród nigdzie się nie zbierze by o czymś zadecydować, jak również naród nie mówi jednym głosem – jedni mówią to, drudzy tamto, a trzeci całkiem co innego, a do tego nie wszyscy wiedzą o czym mówią.

Rozwiązaniem jest wyłonienie przez Naród reprezentacji, która w jego imieniu będzie sprawować rządy. Konstytucja z 1997 roku postanowiła, że sposobem wyłonienia reprezentacji będą wybory do Sejmu według zasady proporcjonalności. Jednocześnie ustalono, że system sprawowania władzy będzie parlamentarno – gabinetowy, czyli kto kontroluje Sejm ten w zasadzie ma wpływ na całe państwo.

Zasada proporcjonalności wymusza okręgi wielomandatowe co sprawia, że musi się pojawić metoda przeliczenia głosów na mandaty. Przy systemie parlamentarno – gabinetowym czysta zasada wyboru proporcjonalnego by się nie sprawdziła (rozdrobnienie) więc wprowadzono dwie modyfikacje – klauzulę zaporową (5% głosów w skali kraju) i system d’Hondta (matematyczna formuła preferująca silne ugrupowania kosztem słabszych).

Dlaczego tak zrobiono? Bo system parlamentarno – gabinetowy musi mieć trwałą koalicję żeby rządzić a bez w/w modyfikacji nie byłoby to możliwe, trudno byłoby uzyskać stabilną większość. W wyniku takich zabiegów mamy dwa skutki:
– Sejm pomimo stosowania w wyborach zasady proporcjonalności nie jest reprezentatywny, wygląda że władzę sprawuje grono uzurpatorów a nie przedstawiciele suwerena.
– nie ma minimum frekwencyjnego więc w zasadzie obecność na głosowaniu samych kandydatów i ich rodzin wystarczy aby wybory były ważne.

Problem da się rozwiązać zostawiając proporcjonalny system głosowania bez żadnych dodatkowych klauzul i systemów liczenia (okręgi wielomandatowe) i przyjąć system prezydencki w którym władza wykonawcza spoczywa w rękach prezydenta – przecież obecnie ma on już najsilniejszy mandat pochodzący z bezpośrednich wyborów. Zapewni to reprezentatywność Sejmu i stabilność rządu.

Co trzeba zapisać w konstytucji oprócz spraw ustrojowych? Poniższe wydają mi się konieczne:

  • jasny podział kompetencji, czyli zakaz sprawowania jednocześnie funkcji posła i członka władz (o sądownictwie nie wspomnę),

  • zakaz uchwalania budżetu z deficytem pod groźbą odpowiedzialności karnej jak za kradzież zuchwałą

  • zakaz koncesjonowania działalności gospodarczej, czyli:
    „nikt nie może wbrew stronom podważyć umowy, ani zmienić jej treści, chyba, że stanowi ona czyn zabroniony pod groźbą kary, wynika z takiego czynu, albo ma go na celu oraz – że ustanawianie monopoli jest zakazane”.

Zagadnienia bardziej szczegółowe powinny być regulowane ustawami.

Ps.
Korzystałem z pomysłów przedstawianych przez Stanisława Michalkiewicza.

5 odpowiedzi do “(5) Po co jest konstytucja?”

  1. Wszystko by było dobrze gdyby zatwierdzający konstytucję nie grzebali przy niej tzn.nie zaczęli dodawać „i”,”lub”,”albo”,”jeśli”bo to zmienia całkowicie brzmienie,albo otwiera furtkę do interpretacji.

  2. Jest sprawa samego projektu. Jak będzie kiepski od początku, to grzebaniem nic specjalnie nie popsują.

    Jak będzie dobry to faktycznie grzebiąc i zmieniając drobiazgi można go skiepścić. Tylko kto i jak ma tego pilnować?

  3. Córka opowiadała jak jeden z wykładowców mówił im jak bodajże za PO napisali ustawę,po przewałkowaniu przez sejm i senat marszałek sejmu zwrócił się do początkowych twórców z zapytaniem czy mogą podpisać się pod ustawą jako autorzy.Odpowiedź była „nie”ponieważ tam nie ma nic co myśmy pierwotnie zapisali.

Dodaj komentarz